|
CURSED CARNIVAL
Cursed Carnival to młoda figura rodzimej sceny ciężkiego grania. Po dwóch demkach serwują nam debiut w postaci długograja Taste the Fear, a taka okoliczność to doskonała okazja do wzięcia Opolan na spytki. O nich jeszcze się może zrobić naprawdę głośno. To tylko kwestia czasu. Zatem rozmowę czas zacząć. Pod gradem pytań znalazł się Marcin znany też jako Chaos, gitarzysta grupy.
Witam serdecznie na łamach NBC i o zdrowie pytam! Nastroje dopisują?
Witaj Arseonist! A dzięki, ostatnio nie możemy narzekać, idzie wszystko naprawdę ku lepszemu, co nas niezmiernie cieszy. Chyba zaczęło się coś w końcu poważnie dziać w sprawie naszego debiutu na znacznie szerszą skalę, no zobaczymy... Na razie nie zapeszam, tylko trzymam kciuki hehe.
Przejdźmy do początków kapeli, kiedy wszystko było jeszcze w małym, niepozornym zarodku. Kto z Was zainicjował kompletowanie składu i jak to wszystko wyglądało? Od początku było wiadomo jaki kierunek muzyczny obierze zespół i czy graliście już wcześniej w innych zespołach?
Początki Cursed Carnival to okres października 2006 roku, kiedy to zdecydowaliśmy się zacząć wspólnie grać z chłopakami w takim składzie. Decyzja o założeniu tworu
carnival'owego przebiegła bardzo szybko i sprawnie. Po prostu pewnego wieczoru postanowiliśmy, że zakładamy pieprzony rock’n’rollowy band, który tym razem nagra pieprzoną płytę i nie ma innej opcji! Wiesz, tak naprawdę Cursed Carnival wtedy nigdy by nie powstał, gdyby nie fakt, że w tym samym czasie w Opolu padły trzy dosyć prężnie działające zespoły. Było to dość przykre, bo wiele osób wtedy wiązało spore nadzieje z tymi zespołami, no ale rzeczywistość pokazała co innego. Cursed Carnival jest połączeniem sił muzyków z tych trzech kapel... i powiem Ci szczerze, że naprawdę całe szczęście, że tak się to wszystko potoczyło, bowiem w zespole są teraz profesjonalnie podchodzący do sprawy muzycy, no i przede wszystkim wszyscy to mega zakurwiści goście i chyba dlatego jesteśmy z roku na rok coraz bardziej zgrani. Tak naprawdę nigdy nie zakładaliśmy jaką muzę będziemy grać. Na pierwszej próbie powiedzieliśmy sobie po prostu – grajmy co nam leży w sercu, ważne żeby było to w chuj szczere i żebyśmy pokochali wszyscy tą muzę. No i wyszedł nam z tego tzw. thrash metal hehe. Niech więc będzie thrash hehe.
Niezmiernie ciekawi mnie skąd w ogóle wziął się pomysł na nazwę Waszej trupy muzycznej. Były też inne propozycje nad którymi się zastanawialiście?
Historia nazwy zespołu to już jest w ogóle mega kurwa hit! Od samego początku chcieliśmy mieć w nazwie nawiązanie do karnawału. Nie jednak do tego, jaki mamy z półnagimi pięknościami w Brazylii na ulicach Rio de Janeiro, chodzi tutaj o porównanie do tego, co spotkać można było już w Europie Średniowiecznej, czyli tzw. objazdowe karnawały, z występami trup muzycznych i aktorskich, straganami pełnymi przeróżnych rzeczy wydanych na handel i tak dalej. No ale oprócz „carnival”, który kojarzy się raczej każdemu pozytywnie, chcieliśmy dać przeciwstawny drugi człon do nazwy zespołu, tak żeby powstała swoistego rodzaju metafora. I tu zaczęły się schody… Za cholerę nie mogliśmy na nic ciekawego wpaść, główkowaliśmy nad tym sporo, aż nagle pewnego dnia, niemal o tej samej porze napisaliśmy do siebie z Rustym (drugim gitarzystą CC) smsa o treści – „A może pierdolniemy -Cursed Carnival-?”. Zabawne to było hehe. Stwierdziliśmy, że to dobry znak, że takie zgranie podświadome wystąpiło, no i zostało. Poza tym reszcie chłopakom również się spodobało, więc oficjalnie mieliśmy nazwę.
Czas na kwestie związane z komponowaniem. Jak często spotykacie się na próbach i składacie małe koncepcje w całe utwory? Dużo czasu zajęło uformowanie Taste the Fear takiego, jakie trafiło do słuchaczy?
Na próbach spotykamy się średnio 2-3 razy w tygodniu. O ile na początku naszej działalności spędzaliśmy dość sporo godzin w sali prób, ogrywając nowe utwory tak, by były odegrane bezomyłkowo, tyle teraz, na zrobienie kawałka potrzebujemy znacznie mniej czasu. To chyba właśnie przez to zgranie, o którym wyżej wspominałem, ale również to, że wiemy, ile po sobie możemy oczekiwać i w jakim kierunku nasza muzyka ma iść. To naprawdę bardzo fajna sprawa, jeśli w zespole jest w większości wypadków duża zgoda przy tworzeniu materiału, zwłaszcza, że te pięć osób w carnivalach to same pieprzone indywidualności i wiadomo, że każdy w takim wypadku ma apetyty, by przemycić dużo swojego do powstającego materiału. Co do kawałków zamieszczonych na płycie, to są one efektem 2-letniej pracy zespołu, podsumowaniem bardzo specyficznego okresu i pewnego rodzaju pomnikiem tamtych poczynań. Cholera, nie przypuszczasz, jak bardzo jesteśmy szczęśliwi, że udało się nagrać tą płytę!
Zapytać muszę również o inspiracje tej radosnej twórczości. Jakie kapele traktujecie jako wzory? Czy może też inspiracją są kwestie pozamuzyczne?
Inspiracji na pewno jest dużo, ale to oczywiście nie uniknione. Wiesz, ja mogę mówić głównie o swoich i w tym momencie przywołać w głównej mierze banalną historię z pewnego gigu z 97 roku, na którym to pewien rudzielec, swoją grą na gitarze, odmienił całe moje życie i sprawił, że zacząłem grać na instrumencie i zapragnąłem mieć własny pierdolony zespół. Chodzi tutaj o koncert pieprzonego Megadeth w Spodku, gdy na twarzy miałem jeszcze pryszcze i zaczął pojawiać się na niej zarost hehe. Historia może i z dupy, ale od tamtej pory nic naprawdę się nie zmieniło i to właśnie Megadeth dalej jest dla mnie główną inspiracją, naprawdę dużo zawdzięczam temu zespołowi. Zresztą chyba każdy ma taki swój ulubiony band, taki ponad wszystkie inne. Wiesz, ale powiem Ci, że najfajniejsze u nas w Carnivalach jest to, że każdy słucha zupełnie innej bajki. Pojawiają się nazwy od Guns ‘N Roses, Down, Dream Theater, przez Slayer i Testament, a kończąc na Cannibal Corpse, Vital Remains czy Emperor i Immortal. Ja np. słucham także Madonny! Uważam, że jest przezajebista i tyle w temacie hehe. No i gra motywy z twórczości Pantery na koncertach yeaaaaah! Jak tu jej nie lubić hehe. Muzyka jednak nie jest jedyną inspiracją dla Cursed Carnival. Tutaj na równie ważny plan wysuwa się temat tekstów, który jest niezmiernie ważny w naszej twórczości, a których inspiracją jest całe to wielkie bagno, jakie się codziennie dookoła człowieka dzieje.
Szepnij nam także parę zdań na temat tekstów. Kto jest ich autorem, o czym traktują?
Autorami tekstów jestem ja z Kamilem (wokalistą CC). Cała płyta „Taste the Fear” jest koncept-albumem na temat strachu, który pojawia się w różnych sytuacjach i aspektach ludzkiej egzystencji. Teksty, mimo iż są tematycznie różnorodne, to za każdym razem budowane są wokół elementu pojawiającego się w życiu człowieka strachu. Począwszy od tego, jaki towarzyszy nam, gdy modlimy się, by nie stracić kogoś bliskiego lub gdy dręczeni jesteśmy wyrzutami sumienia, a kończąc na stanie uczuć, jakie towarzyszą nam podczas ucieczki samochodem przed pościgiem policyjnym. Każdy tekst to bardzo osobista, osobna historia o strachu, który pojawia się pod różnymi postaciami. I tak oto pierwszy na płycie „Stop the Traffic Lights” opowiada historię samochodowej ucieczki przed policją. Nakręciliśmy zresztą do tego utworu pierwszy teledysk. Kolejny „Thanskgivin’” to opowieść o tym, jak człowiek jest w stanie bać się o swoje zdrowie, w sytuacji, gdy nie wie, czy je w ogóle odzyska. W „Natural Born Liar” mowa jest o ludziach o dwóch płaszczyznach, zepsutych i kłamliwych, opisywany jest tu strach innych ludzi przed takimi osobami. Bardzo podobnie sprawa ma się z lirykiem do „Clawed Impostors”, zahaczany jest tutaj jednak nieco innym aspekt ludzkiego strachu. Za kilka tygodni ukaże się do tego obrazu teledysk, myślę że wszystko wyjaśni hehe, bo tekst do tego kawałka jest, mówiąc delikatnie, lekko zakręcony. Najbardziej osobisty dla mnie jest z kolei tekst do „Pain from Hidden Scars”. Jest to opowieść o młodym chłopaku, który odchodzi od zmysłów, w czasie ciężkiej choroby najbliższej mu osoby. Tekst do „Screams of the Fallen Angles” to z kolei historia żołnierza, który w wyniku błędnych danych podczas misji zabija niewinnych cywili. Kawałek ten jest naszym wielkim sprzeciwem przeciwko wojnie. Na płycie jest również jeden humorystyczny tekst o samych Carnivalach, bowiem utwór „Cursed Carnival” to tylko i wyłącznie zabawna opowieść o tym, jak to z nami w ogóle było hehe.
Jak przebiegał proces rejestracji Taste the Fear i ile czasu zajęło to wszystko? Podobało Wam się we Wrocławiu?
Sama sesja we wrocławskim Hellsound Studio na szczęście przebiegła bardzo sprawnie i dosyć szybko. Nagranie instrumentów zajęło nam ok. 2 tygodni i oprócz przygody z tajemniczym poltergeistem na mikrofonie od jednego z tomów, więcej większych niespodzianek nie było hehe. Następnie zrobiliśmy sobie przerwę i po kilku tygodniach wróciliśmy na miksy i mastering, które również zajęły ok. 2 tygodni. W tym miejscu ogromne podziękowania po raz kolejny przesyłam do Jarka Wysockiego, który jest odpowiedzialny za brzmienie „Taste the Fear”, a z którym od samego początku załapaliśmy idealny wspólny język i myślę, że w dużej mierze dlatego sesja nagraniowa poszła tak sprawnie. Z całą odpowiedzialnością polecam tego chłopaka wszystkim zespołom, jeszcze o nim wszyscy usłyszymy, bo gość jest naprawdę bardzo dobry w swojej robocie. A sam Wrocław bardzo zajebisty, miło się tam czas spędzało i piło alkohol, nie powiem. Tylko te pieprzone korki...
Do jednego z utworów na Waszej debiutanckiej płycie nagraliście klip. Co zadecydowało przy wyborze kawałka do którego powstał obraz i kto jest za tą właśnie stronę wizualną odpowiedzialny?
Tak, masz rację. Nakręciliśmy własnym kosztem wideo do otwierającego płytę „Stop the Traffic Lights”. Dlaczego akurat ten kawałek i taki obraz? Szczerze powiedziawszy to do końca nie wiem, pewnie dlatego że zawsze chcieliśmy mieć pierdolony teledysk z szybkimi samochodami i ostrą jazdą nocną po ulicach miasta hehe. Wiesz, coś jak w kawałku „502” Megadeth hehe. A tak już poważniej, to chcieliśmy pokazać światu, że tak oto zaczyna się od pierwszych sekund nasza płyta, no i chcieliśmy pokazać trochę Opola hehe, bowiem na tym wideo są pokazane właśnie ulice naszego pięknego miasta. Teledysk to dzieło moje i mojego brata Przemka, zajmującego się wszystkim tym, co związane jest z filmowaniem i fotografowaniem. Było to pierwsze carnivalowe podejście do muzyki połączonej z obrazem. W samym założeniu miało wyjść bardzo surowe, kopiące w ryj, bez zbędnych hollywódzkich wstawek. Mam nadzieję, że nam się to udało. Aktualnie trwają pracę nad drugim klipem do utworu „Clawed Impostors”. Tym razem w swoje ręce wzięła sprawy pewna bardzo urocza i uzdolniona dziewczyna, zajmująca się takimi rzeczami profesjonalnie na co dzień i jesteśmy tym faktem bardzo podekscytowani. W tym miejscu bardzo dziękuję raz jeszcze Helena. Hmmm, no jest szansa, że będziemy mieli bardzo fajny i profesjonalny teledysk, w pełni tego słowa znaczeniu, na pewno byłaby to fantastyczna sprawa. No nic, pożyjemy, zobaczymy hehe.
Premiera Taste the Fear już za nami. Minęło kilka miesięcy i trzeba iść dalej. Komponujecie już coś na następny krążek? Są plany odnośnie jego premiery?
Tak, mimo iż promujemy cały czas nasz debiutancki long, nie zwalniamy tempa w komponowaniu nowych utworów.
Tym bardziej, że z nami jest zazwyczaj tak, ze jak mamy wenę to potrafimy spłodzić kilka numerów w ciągu bardzo krótkiego czasu, by potem przemilczeć w tym temacie wiele miesięcy. Póki co, wena do nas przyszła i jest dla nas bardzo łaskawa, więc łapiemy z niej ile się tyko da hehe. Aktualnie mamy skomponowanych już pięć utworów na nową płytę. Mogę już teraz powiedzieć, że z tego co słychać do tej pory, płyta będzie się różniła od „jedynki”. Utwory są szybsze, ale zarazem bardziej rock’n’rollowe, do tego będzie sporo progresywnych zagrywek. To znaczy póki co nam się tak wydaje, że tak jest hehe. Ale jednym słowem, naprawdę fajnie to idzie z nowym materiałem, bardzo się z tego cieszymy. Jeśli chodzi o plany premiery naszego kolejnego wydawnictwa, to na pewno jest jeszcze za wcześnie o tym, by mówić o jakiejś konkretnej dacie premiery, choć nie powiem, mamy gdzieś tam po cichu ustalony termin wejścia do studia, by nagrać „dwójkę” hehe. Byle do przodu! No i weno, nie spieprz nam teraz za szybko hehe!
Debiutancki album wydaliście własnymi środkami. Ciężko jest zebrać odpowiedni fundusz na taką inicjatywę? Czy od tego czasu zainteresowała się Wami jakaś wytwórnia, która chciałaby zająć się wypuszczeniem w świat kolejnego dziełka?
Prawda jest taka, że jak bardzo chcesz wydać płytę i ją dobrze nagrać i wyprodukować, to pieniądze znajdziesz zawsze. My po prostu dużo oszczędzaliśmy na nagrania, filozofii w naszym przypadku nie było hehe. Nie chodziliśmy do knajp przez pół roku, piliśmy najtańszy syf w domach, mówiąc po ludzku hehe. Od samego początku mieliśmy jasno sprecyzowany plan – nagrywamy płytę i organizujemy sobie całą grafikę, tłoczenie itp. itd. własnym kosztem i dopiero potem szukamy wydawcy. Aktualnie działamy z ostatnim punktem tego planu, czyli poszukujemy wydawcy. W zeszłym tygodniu ostro się za to wzięliśmy. Nie ukrywam, że dla nas znalezienie dla „Taste the Fear” wydawcy byłoby czymś fantastyczny i spełnieniem naszych największych marzeń. Mam wielką nadzieję, że to się uda. Cóż, zobaczymy...
Wasze rodzime miasto jest jednym z większych, zatem spodziewać się można w tamtych stronach wysypu metalowych kapel. Opowiedzcie kilka słów o tym, jak wygląda scena metalowa w Opolu? Co sądzicie o innych i jak Was odbiera reszta?
A powiem Ci, że opolska scena wygląda całkiem nieźle. Jest sporo, naprawdę prężnie działających kapel, które z roku na rok stają się coraz lepsze, no i ja mam nadzieję, że będzie z nimi jeszcze tylko i wyłącznie lepiej. Jest thrashowy Deathibrillator i Komutator, chłopaki dają zajebiście radę. Coraz śmielej, co mnie bardzo cieszy daje sobie radę heavy metalowy Vis Vitalis, brawa za to dla nich. Jest death metalowy Sekator, z którego też wiem, że już niebawem będzie wiele pożytku, bo się chłopcy mega z roku na rok rozwijają. Nie mogę w tym miejscu nie wspomnieć o załodze z Loli Hart, czyli najbardziej zakręconej na mieście kapeli, którą uwielbiam i zawsze wszystkim polecam. Naprawdę zachęcam do przyjrzenia się z bliska tym zwyrodnialcom, bo będzie jeszcze kiedyś o nich głośno hehe. Wiesz, najważniejsze, żeby te wszystkie kapele się razem wspierały, a nie bezsensownie ze sobą rywalizowały. Wtedy będzie wszystko prawidłowo hulać i niebawem będzie można mówić już nieco głośniej o „opolskiej scenie”. Tylko wzajemna pomoc i wsparcie, a nie jakieś pieprzone fochy i zawiść. Podkładanie sobie kłód pod nogi do niczego dobrego na dłuższą metę nie prowadzi, nie mówiąc już o tym, że jest to totalnie głupie i bez sensu.
Z jakimi reakcjami spotykacie się grając sztuki? Wielu chętnie kręci młynki pod sceną i sieje zniszczenie czy raczej bywalcy koncertów są mniej ruchawi?
Na szczęście reakcje ludzi na naszych koncertach są jak na razie bardzo pozytywne, strasznie to nas cieszy i zawsze dopinguje do jeszcze lepszych koncertów! Mam nadzieję, że we wszystkich miastach tak będzie i obejdzie się bez pomidorów rzucanych w gitarzystów podczas solówek hehe. Nie ma nic lepszego na gigu, gdy widzisz rozszalały tłum pod sceną! Dla takich chwil właśnie warto grać! Mówiąc teraz już tak całkowicie na bardzo poważnie, to bardzo dziękuję Wam wszystkim za to, co robicie w czasie naszych gigów i w ogóle za całe wsparcie i słowa podczas koncertów. Niesamowita sprawa... dzięki ogromne!
Parę słów poświęcić także należy zaprezentowaniu się na żywo. Macie jakieś plany koncertowe na ten rok? Gdzie można się Was spodziewać? Z kim zagracie?
Tak, mamy plany koncertowe na teraz, powoli się zaczyna to wszystko klarować. Zaczynamy u siebie w Opolu specjalnym gigiem, potem zahaczamy o Wrocław i Chodzież, a następnie Kędzierzyn-Koźle i Katowice. Chcemy się teraz jak najwięcej pokazać w każdym miejscu, dlatego też jesteśmy chętni do współpracy z każdym i wszędzie. Po prostu uwielbiamy grać na żywo, nie ma tutaj naprawdę żadnej filozofii hehe. Kochamy to i w graniu sztuk live czujemy się zdecydowanie najlepiej. Mam nadzieje, że jeszcze teraz nam dojdzie trochę koncertów. Ja osobiście bardzo bym chciał zagrać w Krakowie i Warszawie, kocham te miasta i dobrze mi się kojarzą hehe. Czas pokaże, co z tego wyjdzie...
Tak już prawie na koniec powiedz, o co nie zapytałem, a chciałbyś zostać o to zapytany i jaka byłaby odpowiedź?
Hehe, powiem szczerze, że Twoje pytania naprawdę uderzyły w samo sedno sprawy i bardzo fajnie się na nie odpowiadało i cholera sam nie wiem jeszcze o co chciałbym siebie zapytać, skoro mam taką możliwość hehe. Może tylko jeszcze o to, czy Polacy zdobędą teraz mistrzostwo Europy w piłkę ręczną? Taaaaaaaaaaaaaaaaaak!! Bardzo mocno w to wierzę. Hehe tyle.
Parę słów od siebie na zakończenie?
Przede wszystkim to dziękuje bardzo Ci za wywiad! Jeszcze raz także chciałbym podziękować tym wszystkim, którzy posłuchali naszego debiutanckiego albumu. Rzecz jasna, zachęcam gorąco resztę maniaków, mam nadzieję, że odpalając „Taste the Fear” się nie zawiedziecie. Chciałbym nisko pokłonić się naszym fanom, bo jesteście kurwa niesamowici i kochamy Was za to, bo to co robicie jest po prostu prze-kurwa-wspaniałe i dzięki temu wiemy i czujemy, że warto tą naszą muzykę kręcić dalej.
Dzięki za poświęcony czas! Trzymajcie się.
Trzymajta się, pozdrowienia z Opola!
Arseonist
2010-01-21
|