|
Beyond The Realms of Death #5
Przyjemnośc z lektury meksykańskiego zina Beyond The Realms of Death miałem praktycznie żadną, a to z tego prostego powodu, że nie znam hiszpańskiego:) Gazetkę tę dostałem wraz z kilkoma płytami promowanymi poprzez tamtejsze wytwórnie i przyznam, że człowiek za nią odpowiedzialny robi kawał dobrej roboty. Trochę przypomina mi poczynania naszego ziomka Astusa, który w pojedynkę
(ewentualnie z niewielką pomocą) prowadził PANZERFAUSTa. Pod większością tekstów znajdziecie podpis Antonio Banuelos'a - osoby, która jest odpowiedzialna za
teksty znajdujące się w piątej odsłonie tego zacnego zina. W zasadzie gazetka nie różni się niczym od tego, co możemy
spotkać na polskim rynku. Dominują klimaty death/black metalowe z niewielkimi odcieniami thrash metalu, ale takie połączenie nie powinno już nikogo
dziwić, zawiedzeni powinni by jedynie Ci, którzy oczekują po piśmie i jego autorach elastyczności i otwartości na różne odmiany metalu. Tak jak w innych branżowych magazynach, również i tutaj łatwo
wyróżnić podział na scenę oficjalna i podziemie. Zdecydowanie więcej jest tutaj podziemia, bo oficjalne rzeczy reprezentują tylko wywiady z Dissection (bohaterowie z okładki), Bolt Thrower, Impaled Nazarene jest też kilka kapel,
które można by umieści tak mniej więcej po środku: Deathevokation, Kaamos, Revenant, Rudra czy nasz polski
Stillborn. Reszta to mniej lub bardziej znane zespoły wszystkim siedzącym
chociażby jednym uchem w podziemiu: Black Vomit, Delirium, Destruktor, Deathcrush, Hacavitz, Nominon, Malas, Philosopher, Septrion, Sadiztik Impeler, Soul On Fire czy Rapture... Pojawia się
także klasyczny akcent w tego typu wydawnictwach - rubryka poświęcona legendarnym kapelom: tym razem jest W.A.S.P. i co ciekawe, nie jest to sucha biografia i przytoczenie pozycji
z dyskografii, tylko wywiad z Blackie'm... Poza tym sporo czytania mają zwolennicy recenzji: naliczyłem się tego 199 (regularnych wydań), 26 (demówek i podobnych rzeczy) + kilkanaście krótkich wzmianek na temat innych zinów, katalogów etc. Dodam tylko, że przy większości tych tekstów widnieją inicjały 'AB', czyli naszego Antonio - człowieku,
jesteś wielki! Ok, kończę już te wypociny, bo już nic więcej nie przychodzi mi do głowy, a nie chce
zacząć nawijać bez sensu. Także jeszcze raz mega hailz dla Antonio and BTROD zine i szkoda, że to wszystko nie jest chociaż po angielsku...
autor: kaReL
|