|
Agathocles - "Peel Sessions 1997"
(CD '10 / Selfmadegod Records)
Nie jestem znawcą grindu, ale chylę czoła przed płytowym dorobkiem Agathocles! Ich zaangażowanie w scenę jest godne naśladownictwa. Kilkanaście albumów studyjnych jak i live, kilkadziesiąt splitów i EPek, nawet jakieś "debestofy". W skrócie sprawa wygląda tak, że w momencie kiedy dostajemy w łapska najnowszą ich płytę, to możemy być niemalże pewni, iż najnowszą już nie jest, gdyż w międzyczasie zdążyło ukazać się coś aktualniejszego:) Ech, takie
zespoły to zarówno przekleństwo jak i błogosławieństwo dla fanów. Niby fajnie, bo co chwila nowy materiał, ale weź się w tym wszystkim połap i znajdź na to hajs... W zasadzie nie ma się co rozwodzić nad zawartością "Peel Sessions 1997" - tytuł mówi wszystko. Trochę dziwne, że dopiero teraz te nagrania się ukazują. Dlaczego nikt tego wcześniej nie publikował? Kto ich tam wie. Sama historia nagrania została obszernie przedstawiona we wkładce i w sumie zaznaczyć należy, że o mały włos a by do tej radiowej sesji w ogóle nie doszło. No ale w końcu stało się. Brzmieniowo materiał wypada nico lepiej niż "Grind Killers" Uhnoly Grave, ale z kolei muzyka nie pociąga mnie już tak bardzo, jak ta made in Japan. Nie żeby była jakaś marna, ale zwyczajnie ten rodzaj grindowego
młócenia odpowiada mi najmniej. Co nie stoi jednak na przeszkodzie bym wychwycił i zarekomendował kilka naprawdę soczystych momentów. W sumie z opisywanych ostatnio kapel grindowego nurtu Agatholes jest najbardziej równą i stałą stylistycznie grupą. Jedynymi urozmaiceniami są tu chyba tylko sporadyczne, wręcz ledwo zaakcentowane zwolnienia ("The accident", "Reduced to an object" albo "Be your own god"). Dominuje bezprecedensowe parcie do przodu bez oglądania się za siebie czy na innych. Wokalista to rasowy wieprz - chrząka, charczy, drze japę naprawdę zawodowo. Grają jako trio, ale nawet to nie przeszkodziło im w nagraniu prawdziwie niszczycielskich dźwięków. Zajebieście wkomponowano w materiał głos John'a Peel'a, który z typowo brytyjskim akcentem przedstawia zespół na początku a na koniec dziękuje chłopakom za wykonaną robotę. O tym, że gość był wielki nie muszę chyba mówić. Corocznie organizował setkę, czasem nawet więcej, takich właśnie audycji, do których zapraszał zespoły z naprawdę różnych światów - np. ta sesja znalazła się pomiędzy Bette Davies a indie rockowym Folk Implosion:) Tak czy inaczej w 30 marca 1997 roku dźwięki Agatgocles popłynęły w eter za sprawą BBC 1, a my, trzynaście lat później, dostajemy ten materiał na własny użytek. Wiecie co macie z tym zrobić!
|